Jakieś dzwonki słychać z dala
to Mikołaj zapierdala,
zapierdala aż się kurzy
bo zapierdol ma dość duży
mimo wielkiej dziś roboty
z równowagą ma kłopoty
rozerwany ma swój worek
i rozpięty ma rozporek
spodnie całe wymiętolił
chyba z sanek się spierdolił
alkoholu czuć aromat
najebany jak automat
wysiadł z sanek głośno beknął
i wielkiego orła jebnął
wyskoczyły mu dwa jaja -
jak tu wierzyć w Mikołaja.
Gdy kolędnik się dobija, otwórz szybko, daj mu w ryja, wpuść do domu
drzwi zamykaj, bij go, chuja, kolędnika, złam mu nogę i kręgosłup, by
nie nękał innych osób...
Wesołych Świąt ludki!
BaliBliss
P.S.
Ponieważ pod poprzednim postem pojawiło się pięć komentarzy postaram się by nowy rozdział pojawił się jeszcze przed Sylwestrem!
Harmony Tammers zawsze była zaliczana do grzecznych dziewczynek. Jednak gdy spotkała przystojnego członka boysbandu jej życie wywróciło się do góry nogami. Louis Tomlinson nigdy bowiem nie należał do grzecznych chłopców.... Jak teraz potoczy się jej życie? Czy będąc jego dziewczyną może jednocześnie nadal pozostać sobą?
25 grudnia 2013
9 grudnia 2013
Dalsze rozdziały - jest sens je pisać?
Hejka... Tak się zastanawiam czy ma sens kontynuować tego bloga... Prawie nikt nie komentuje, mimo że odwiedzin jest niby dość sporo... Mam pomysł na kolejne rozdziały, ale wstawię je dopiero gdy pod tym postem pojawi się pięć komentarzy! Do dzieła!
BaliBliss
BaliBliss
12 listopada 2013
Rozdział IX
Rozbrzmiały pierwsze takty ulubionej piosenki młodej pary, "All you need is love" Beatlesów. Zayn i Violette wyszli na środek. Goście stanęli w kółku wokół nich. Państwo Malik zaczęli swój pierwszy taniec. Wesele trwało do białego rana. Wszyscy się świetnie bawili. Następnego dnia Harmony obudziły promienie słońca wpadające przez okno. Nie chciała jeszcze wstawać. Wtuliła się w Louis'a i zaczęła rozmyślać jak to będzie gdy chłopaki wyjadą. Został im już tylko tydzień... Do tej pory nie musieli przeżywać rozłąki. A teraz ta trasa koncertowa... Na samą myśl, że Lou będzie musiał ją opuścić z oczu zaczęły cieknąć jej łzy. Na nieszczęście w tym momencie obudził się Louis. Popatrzył na nią zmartwiony.
- Co jest, Har? Czemu płaczesz?
- Nie, nic, nieważne... - odpowiedziała Harmony ocierając łzy i próbując wstać z łóżka. Lou jej jednak na to nie pozwolił. Przyciągnął ją do siebie i przytulił mocno.
- Kochanie, nie okłamuj mnie. Co się dzieje?
- Nic, po prostu tęsknię na samą myśl, że już na tydzień mnie zostawisz...
- Har, nigdy cię nie zostawię! Owszem, wyjadę na trasę, ale myślami i sercem zostaję tutaj, przy tobie.
- Jesteś kochany.
- Tak, wiem, cały ja! - powiedział nonszalancko Lou rozśmieszając tym dziewczynę.
- A jakiś ty skromny! - zachichotała Harmony.
- Och, zawstydzasz mnie. Zamknij się i mnie pocałuj. - zażądał chłopak.
- Najpierw mnie złap! - zapiszczała Har zrywając się z łóżka.
- Osz ty! Niech no tylko cię dorwę! - Louis zaczął gonić swoją dziewczynę po pokoju. Po chwili już była w jego ramionach. Ich usta złączyły się w namiętnym pocałunku. Jego ręce zaczęły błądzić po jej ciele. Harmony zaczęła się bawić gumką bokserek, w których Louis spał. Na reakcję nie było trzeba czekać długo. Jego penis napęczniał i zaczął się wbijać w podbrzusze dziewczyny. Lou ściągnął koszulę nocną Har. Dziewczyna została w samej bieliźnie. Ich pocałunki stały się coraz bardziej natarczywe. Louis powoli odpiął stanik dziewczyny, po czym powoli go z niej zdjął i rzucił kąt pokoju. Zaczął pieścić jej piersi. Harmony nie została obojętna na jego dotyk. Zaczęła cicho pojękiwać.
- Lou... - westchnęła
- Tak kochanie? - zapytał podniecony do granic wytrzymałości Louis.
- Drzwi. Zamknij je na klucz...
Chłopak udał się w stronę wejścia by spełnić prośbę swojej dziewczyny. W tym czasie ona ułożyła się wygodnie na łóżku. Chłopak położył się obok niej i zdjął jej majtki. Zaczął ją pieścić palcem. Harmony pojękiwała coraz głośniej. Była już na granicy gdy Lou nagle przestał. Ściągnął swoje bokserki. Był w pełnej gotowości. Położył się na Harmony i powoli zaczął w nią wchodzić. Poruszał się w niej wolno. Ich ciała wydawały się stworzone dla siebie. Po chwili zwiększył tempo. Oboje głośno jęczeli. Doszli niemal równocześnie. Spełnieni i zmęczeni położyli się na łóżku. Louis objął Harmony.
- To będzie najdłuższe pół roku w moim życiu - powiedział cicho, po czym oboje zasnęli...
- Co jest, Har? Czemu płaczesz?
- Nie, nic, nieważne... - odpowiedziała Harmony ocierając łzy i próbując wstać z łóżka. Lou jej jednak na to nie pozwolił. Przyciągnął ją do siebie i przytulił mocno.
- Kochanie, nie okłamuj mnie. Co się dzieje?
- Nic, po prostu tęsknię na samą myśl, że już na tydzień mnie zostawisz...
- Har, nigdy cię nie zostawię! Owszem, wyjadę na trasę, ale myślami i sercem zostaję tutaj, przy tobie.
- Jesteś kochany.
- Tak, wiem, cały ja! - powiedział nonszalancko Lou rozśmieszając tym dziewczynę.
- A jakiś ty skromny! - zachichotała Harmony.
- Och, zawstydzasz mnie. Zamknij się i mnie pocałuj. - zażądał chłopak.
- Najpierw mnie złap! - zapiszczała Har zrywając się z łóżka.
- Osz ty! Niech no tylko cię dorwę! - Louis zaczął gonić swoją dziewczynę po pokoju. Po chwili już była w jego ramionach. Ich usta złączyły się w namiętnym pocałunku. Jego ręce zaczęły błądzić po jej ciele. Harmony zaczęła się bawić gumką bokserek, w których Louis spał. Na reakcję nie było trzeba czekać długo. Jego penis napęczniał i zaczął się wbijać w podbrzusze dziewczyny. Lou ściągnął koszulę nocną Har. Dziewczyna została w samej bieliźnie. Ich pocałunki stały się coraz bardziej natarczywe. Louis powoli odpiął stanik dziewczyny, po czym powoli go z niej zdjął i rzucił kąt pokoju. Zaczął pieścić jej piersi. Harmony nie została obojętna na jego dotyk. Zaczęła cicho pojękiwać.
- Lou... - westchnęła
- Tak kochanie? - zapytał podniecony do granic wytrzymałości Louis.
- Drzwi. Zamknij je na klucz...
Chłopak udał się w stronę wejścia by spełnić prośbę swojej dziewczyny. W tym czasie ona ułożyła się wygodnie na łóżku. Chłopak położył się obok niej i zdjął jej majtki. Zaczął ją pieścić palcem. Harmony pojękiwała coraz głośniej. Była już na granicy gdy Lou nagle przestał. Ściągnął swoje bokserki. Był w pełnej gotowości. Położył się na Harmony i powoli zaczął w nią wchodzić. Poruszał się w niej wolno. Ich ciała wydawały się stworzone dla siebie. Po chwili zwiększył tempo. Oboje głośno jęczeli. Doszli niemal równocześnie. Spełnieni i zmęczeni położyli się na łóżku. Louis objął Harmony.
- To będzie najdłuższe pół roku w moim życiu - powiedział cicho, po czym oboje zasnęli...
20 października 2013
Brak czasu i weny - przepraszam :(
Przepraszam za zastój na blogu, ale ostatnio nie dość, że nie mam czasu, bo w szkole same sprawdziany to jeszcze brak mi weny :( Jak tylko próbuję coś napisać, to po kilku zdaniach uświadamiam sobie, że to co napisałam nie ma żadnego sensu :( Mam nadzieję, że to nie potrwa już długo i już za kilka dni będziecie mogli śledzić dalsze losy Harmony :) A tymczasem zapraszam na mojego drugiego bloga: "Opowiadania by BaliBliss". Może zainteresuje was coś z mojej starszej twórczości :)
Pozdrawiam :)
BaliBliss
Pozdrawiam :)
BaliBliss
4 października 2013
Rozdział VIII
- Małżeństwo pełni ważną rolę w życiu człowieka. To pierwszy krok do założenia rodziny - zaczął urzędnik. - Jest ono przyrzeczeniem wiecznej miłości i wierności. Zaynie i Violette, czy jesteście pewni swojej miłości i chcecie przyjąć na siebie trud jakim jest małżeństwo?
- Tak - odpowiedział Zayn
- Tak - potwierdziła Viv
- A więc Zaynie, złóż przysięgę.
- Świadom praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny uroczyście oświadczam, iż wstępuję w Związek Małżeński z Violette Marie Grand i przyrzekam, że uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe. - zaczął Zayn - Ślubuję Ci zastąpić twojego anioła stróża, gdy ten będzie chciał wziąć urlop, kiedy będzie złamywał nad Toba ręce i skrzydła, ja wtedy będę. Mi nigdy nie zabraknie sił. Podam Ci rękę gdy będziesz tonęła, stanę twarzą w twarz, oko w oko z Twoim wrogiem. Gdy wieczorem po ciężkim dniu zechcesz spać, ja wtedy będę odstraszać złe sny i szeptać Ci czule do ucha: nie bój się, śpij spokojnie, ja tu jestem, ochronię Cię od wszelkiego zła. Ślubuję Ci prawdę, tak piękną i tak zwyczajną. Tą w słońcu czy deszczu. Prawda jest mocą, najważniejszą potęga, niech prawdą będzie wypełnione nasze życie.
- Violette, twoja kolej. - powiedział urzędnik.
- Świadoma praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny uroczyście oświadczam, iż wstępuję w Związek Małżeński z Zaynem Javadd Malikem i przyrzekam, że uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe. - mówi wzruszona Viv - Obiecuje Ci miłość kobiety, która oddałaby życie za ukochanego mężczyznę, będę Cię kochała do ostatniego tchu... Obiecuję Ci spędzić życie u Twojego boku, szczęśliwe życie w świecie radości ale i smutków, w świecie będącym od teraz naszym światem będę Cię kochać i troszczyć się o Ciebie... Będę Cię wspierać, kiedy ciemne chmury trosk przysłonią słońce naszego szczęścia, obiecuję Ci ciepło w zimne dni, ufność i zdolność do przebaczenia... Przysięgam biorąc na świadków wszystkich tu obecnych że uczynię Cię najszczęśliwszym z ludzi na zawszę...
- Wobec zgodnego oświadczenia obu stron, złożonego w obecności świadków, oświadczam, że Związek Małżeński Pani Violette Marie Grand i Pana Zayna Javadd Malika został zawarty zgodnie z przepisami. Jako symbol łączącego Państwa związku wymieńcie proszę obrączki. - mówi urzędnik.
Zayn zakłada swojej żonie obrączkę na palec. Viv robi to samo, po czym odzywa się urzędnik:
- Dokumentem, który stwierdza fakt zawarcia Związku Małżeńskiego jest Akt Małżeństwa sporządzony w Księdze Małżeństw. Proszę Państwa oraz świadków o podpisanie tego aktu w wyznaczonym miejscu.
Po kolei podchodzą podpisać dokument: najpierw Zayn z Viv, później Niall, a na końcu Harmony.
Rozlega się dźwięk utworu "Toccata et fugue" Jana Sebastiana Bacha. Zayn i Violette wychodzą na zewnątrz. Za nimi idą druhny i goście. Wszyscy składają młodej parze życzenia, po czym kierują się na salę, gdzie piją tradycyjny toast. Zayn i Violette rzucają kieliszkami po czym sprzątają szkło i szykują się do pierwszego tańca.
- Tak - odpowiedział Zayn
- Tak - potwierdziła Viv
- A więc Zaynie, złóż przysięgę.
- Świadom praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny uroczyście oświadczam, iż wstępuję w Związek Małżeński z Violette Marie Grand i przyrzekam, że uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe. - zaczął Zayn - Ślubuję Ci zastąpić twojego anioła stróża, gdy ten będzie chciał wziąć urlop, kiedy będzie złamywał nad Toba ręce i skrzydła, ja wtedy będę. Mi nigdy nie zabraknie sił. Podam Ci rękę gdy będziesz tonęła, stanę twarzą w twarz, oko w oko z Twoim wrogiem. Gdy wieczorem po ciężkim dniu zechcesz spać, ja wtedy będę odstraszać złe sny i szeptać Ci czule do ucha: nie bój się, śpij spokojnie, ja tu jestem, ochronię Cię od wszelkiego zła. Ślubuję Ci prawdę, tak piękną i tak zwyczajną. Tą w słońcu czy deszczu. Prawda jest mocą, najważniejszą potęga, niech prawdą będzie wypełnione nasze życie.
- Violette, twoja kolej. - powiedział urzędnik.
- Świadoma praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny uroczyście oświadczam, iż wstępuję w Związek Małżeński z Zaynem Javadd Malikem i przyrzekam, że uczynię wszystko, aby nasze małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe. - mówi wzruszona Viv - Obiecuje Ci miłość kobiety, która oddałaby życie za ukochanego mężczyznę, będę Cię kochała do ostatniego tchu... Obiecuję Ci spędzić życie u Twojego boku, szczęśliwe życie w świecie radości ale i smutków, w świecie będącym od teraz naszym światem będę Cię kochać i troszczyć się o Ciebie... Będę Cię wspierać, kiedy ciemne chmury trosk przysłonią słońce naszego szczęścia, obiecuję Ci ciepło w zimne dni, ufność i zdolność do przebaczenia... Przysięgam biorąc na świadków wszystkich tu obecnych że uczynię Cię najszczęśliwszym z ludzi na zawszę...
- Wobec zgodnego oświadczenia obu stron, złożonego w obecności świadków, oświadczam, że Związek Małżeński Pani Violette Marie Grand i Pana Zayna Javadd Malika został zawarty zgodnie z przepisami. Jako symbol łączącego Państwa związku wymieńcie proszę obrączki. - mówi urzędnik.
Zayn zakłada swojej żonie obrączkę na palec. Viv robi to samo, po czym odzywa się urzędnik:
- Dokumentem, który stwierdza fakt zawarcia Związku Małżeńskiego jest Akt Małżeństwa sporządzony w Księdze Małżeństw. Proszę Państwa oraz świadków o podpisanie tego aktu w wyznaczonym miejscu.
Po kolei podchodzą podpisać dokument: najpierw Zayn z Viv, później Niall, a na końcu Harmony.
Rozlega się dźwięk utworu "Toccata et fugue" Jana Sebastiana Bacha. Zayn i Violette wychodzą na zewnątrz. Za nimi idą druhny i goście. Wszyscy składają młodej parze życzenia, po czym kierują się na salę, gdzie piją tradycyjny toast. Zayn i Violette rzucają kieliszkami po czym sprzątają szkło i szykują się do pierwszego tańca.
3 października 2013
Rozdział VII
- Oczywiście że zostanę twoją druhną, ale dlaczego wybrałaś właśnie mnie? - spytała zdziwiona Harmony.
- Jak wiesz wychowałam się w domu dziecka i nie mam nikogo poza Zaynem...
- No tak, ale Diannę, Mishę czy Eve znasz o wiele dłużej niż mnie...
- Wiem. Ale one nie mają czasu by pomóc mi w organizacji. Dianne jest prawie cały dzień na planie zdjęciowym, Misha całymi popołudniami siedzi w pracy a rano chodzi na castingi, a Eve ma studia. Potrzebuję kogoś, kto będzie dyspozycyjny, bo ja będę szyła sukienki dla mnie i dla was - moich druhen. A ty właśnie skończyłaś szkołę więc masz czas... Poza tym tylko ciebie widzę w tej roli. Nie wiem dlaczego, ale nie mogę sobie wyobtazić, żeby to była któraś z nich. - odpowiedziała Violette.
- No dobrze. Jest tyle do zrobienia! To od czego zaczynamy? - spytała entuzjastycznie Harmony.
- Może chcesz na początek obejrzeć projekty sukienek?
- Jasne. A potem pójdziemy wybrać tort!
*Pięć dni później. Sobota*
To było pracowite pięć dni dla Harmony. Ciężko było zorganizować w tak krótkim czasie idealny ślub dla Viv i Zayna, ale się udało. Samochód, który ma zawieść parę młodą na ceremonię stoi już pod domem, a sala weselna czeka na przybycie gości. Tort mają dostarczyć w ciągu pół godziny. Harmony odetchnęła z ulgą zakładając swoją piękną, miętową sukienkę. Nie mogła uwierzyć, że Viv zaprojektowała ją wyłącznie dla niej. Oczywiście wszystkie druhny dostały specjalnie uszyte na tą okazję kiecki: dla Dianne seksowna czerwień, dla Mishy elegancka czerń, a dla Eve spokojny fiolet... Ale to było nic w porównaniu z przepiękną suknią pani młodej. Violette nie tylko ją sama zaprojektowała, ale i uszyła. Tej dziewczynie nie idzie odmówić talentu.... Efekt był oszałamiający, a Viv wygląda prześlicznie. Gotowa Harmony zeszła na dół. W salonie zastała wszystkich oprócz Zayna i Nialla, który był jego drużbą. Oni czekają bowiem na miejscu. Harmony zachwyca się wyglądem Violette, sprawdza, czy panna młoda wszystko już ma (coś nowego - suknia, coś starego - buty, coś niebieskiego - podwiązka, coś pożyczonego - sweterek), po czym wszyscy kierują się do wyjścia. Wsiadają w samochody i jadą na miejsce ceremonii. Gdy docierają goście wchodzą do środka i zajmują miejsce. Har razem z Viv czekają przed wejściem. Rozlega się muzyka. Dziewczyny powoli wchodzą do środka. Dianne, za nią Eve, Misha, a na końcu Harmony. Gdy stają na swoich miejscach słychać już pierwsze akty marszu Mendelsona. Do środka wolnym krokiem z bukietem w dłoniach wchodzi panna młoda. Wszystkie oczy skierowane są w jej stronę. Podchodzi na swoje miejsce, podaje kwiaty Harmony i staje obok narzeczonego. Ceremonia się rozpoczyna...
- Jak wiesz wychowałam się w domu dziecka i nie mam nikogo poza Zaynem...
- No tak, ale Diannę, Mishę czy Eve znasz o wiele dłużej niż mnie...
- Wiem. Ale one nie mają czasu by pomóc mi w organizacji. Dianne jest prawie cały dzień na planie zdjęciowym, Misha całymi popołudniami siedzi w pracy a rano chodzi na castingi, a Eve ma studia. Potrzebuję kogoś, kto będzie dyspozycyjny, bo ja będę szyła sukienki dla mnie i dla was - moich druhen. A ty właśnie skończyłaś szkołę więc masz czas... Poza tym tylko ciebie widzę w tej roli. Nie wiem dlaczego, ale nie mogę sobie wyobtazić, żeby to była któraś z nich. - odpowiedziała Violette.
- No dobrze. Jest tyle do zrobienia! To od czego zaczynamy? - spytała entuzjastycznie Harmony.
- Może chcesz na początek obejrzeć projekty sukienek?
- Jasne. A potem pójdziemy wybrać tort!
*Pięć dni później. Sobota*
To było pracowite pięć dni dla Harmony. Ciężko było zorganizować w tak krótkim czasie idealny ślub dla Viv i Zayna, ale się udało. Samochód, który ma zawieść parę młodą na ceremonię stoi już pod domem, a sala weselna czeka na przybycie gości. Tort mają dostarczyć w ciągu pół godziny. Harmony odetchnęła z ulgą zakładając swoją piękną, miętową sukienkę. Nie mogła uwierzyć, że Viv zaprojektowała ją wyłącznie dla niej. Oczywiście wszystkie druhny dostały specjalnie uszyte na tą okazję kiecki: dla Dianne seksowna czerwień, dla Mishy elegancka czerń, a dla Eve spokojny fiolet... Ale to było nic w porównaniu z przepiękną suknią pani młodej. Violette nie tylko ją sama zaprojektowała, ale i uszyła. Tej dziewczynie nie idzie odmówić talentu.... Efekt był oszałamiający, a Viv wygląda prześlicznie. Gotowa Harmony zeszła na dół. W salonie zastała wszystkich oprócz Zayna i Nialla, który był jego drużbą. Oni czekają bowiem na miejscu. Harmony zachwyca się wyglądem Violette, sprawdza, czy panna młoda wszystko już ma (coś nowego - suknia, coś starego - buty, coś niebieskiego - podwiązka, coś pożyczonego - sweterek), po czym wszyscy kierują się do wyjścia. Wsiadają w samochody i jadą na miejsce ceremonii. Gdy docierają goście wchodzą do środka i zajmują miejsce. Har razem z Viv czekają przed wejściem. Rozlega się muzyka. Dziewczyny powoli wchodzą do środka. Dianne, za nią Eve, Misha, a na końcu Harmony. Gdy stają na swoich miejscach słychać już pierwsze akty marszu Mendelsona. Do środka wolnym krokiem z bukietem w dłoniach wchodzi panna młoda. Wszystkie oczy skierowane są w jej stronę. Podchodzi na swoje miejsce, podaje kwiaty Harmony i staje obok narzeczonego. Ceremonia się rozpoczyna...
2 października 2013
Rozdział VI
Harmony obudziła się z mocnym bólem głowy. Obok niej spał wtulony w nią Louis. Popatrzyła na budzik. Była szósta rano. Nie budząc swojego chłopaka wstała z łóżka. Zorientowawszy się, że nadal ma na sobie wczorajsze ciuchy, postanowiła wziąć prysznic. Naszykowała ciuchy na dziś: legginsy w kwiatki, biały t-shirt i czarne conversy, po czym weszła do łazienki. Rozebrała się i weszła pod prysznic. Stojąc w strumieniu ciepłej wody rozmyślała o wczorajszych wydarzeniach. Nie żałowała tego co się stało. Nie miała Louisowi za złe, że wykorzystał sytuację - w końcu sama tego chciała... Mimo tego obiecała sobie że już nigdy nie tknie alkoholu.Wyszła z pod prysznica i włożyła na siebie wybrane wcześniej ciuchy. Włosy wysuszyła suszarką, po czym związała je w wysoki kucyk. Postanowiła nie robić dziś makijażu. Wyszła z łazienki i cicho, tak aby nie obudzić domowników, zeszła do kuchni. Zaczęła szykować sobie śniadanie. Wyciągnęła z szafki pudełko ze swoimi ulubionymi płatkami, było ono jednak puste. Wyrzuciła opakowanie i wzięła zwyczajne płatki zbożowe. Nasypała ich odrobinę do miski, po czym wyjęła z lodówki mleko. Nalała trochę do garnuszka i postawiła na kuchence. Gdy mleko było już ciepłe wlała go do miseczki z płatkami i zaczęła jeść. Gdy skończyła posprzątała za sobą naczynia i włączyła wodę na herbatę. Wrzuciła do kubka torebkę swojej ulubionej cytrynowej Earl Grey i zaczęła szukać tabletek przeciwbólowych. Gdy je już znalazła zażyła jedną i wyłączyła wrzącą wodę. Zalała herbatę wrzątkiem, odczekała chwilę i wyciągnęła torebkę. Z kubkiem w ręce udała się do salonu. Usiadła na kanapie i włączyła telewizor. Przez chwilę skakała po kanałach. W końcu zdecydowała się na powtórkę jakiegoś serialu muzycznego. Oglądała go popijając swój napój. Gdy herbata się skończyła Harmony odstawiła kubek na stolik i położyła się na kanapie. Oglądając telewizję powoli odpłynęła w objęcia morfeusza. Obudziło ją trzaśnięcie drzwi wejściowych. Zwlekła się z kanapy i poszła do swojej sypialni. Louis nadal spał. Usiadła obok niego na łóżku i powoli zaczęła go budzić pocałunkami. Lou szybko odzyskał świadomość i zaczął oddawać całusy. Wsadził Harmony rękę pod koszulkę i zaczął delikatnie jeździć nią po plecach dziewczyny. Już miał zdjąć jej bluzkę, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi.
- Spadaj! - zawołał wściekle Louis.
Mimo tego drzwi lekko się uchyliły. Stała w nich Violette ubrana w jedną z sukienek swojego projektu i przepiękne butach z ćwiekami.
- Nie przeszkadzam? Chciałabym z tobą porozmawiać Har.... - powiedziała.
- Przeszkadzasz. - warknął Lou.
- Louis, uspokój się. Nie Viv, nie przeszkadzasz. Wejdź. O czym chcesz rozmawiać?
Violette podeszła i usiadła na brzegu łóżka. Lou wstał, ubrał koszulkę i spodnie po czym wyszedł z pokoju.
- Rozmawiałam dziś rano z Zaynem na temat naszego ślubu.... - zaczęła Viv. - Doszliśmy do wniosku, że rok narzeczeństwa to wystarczająco długo, a za dwa tygodnie chłopcy jadę w trasę, więc chcemy wziąć ślub w najbliższą sobotę...
- Przecież to już za pięć dni! Wyrobicie się z wszystkimi przygotowaniami? - spytała zdziwiona Harmony
- O tym właśnie przyszłam porozmawiać.Chcę, żebyś została moją główną druhną...
- Spadaj! - zawołał wściekle Louis.
Mimo tego drzwi lekko się uchyliły. Stała w nich Violette ubrana w jedną z sukienek swojego projektu i przepiękne butach z ćwiekami.
- Nie przeszkadzam? Chciałabym z tobą porozmawiać Har.... - powiedziała.
- Przeszkadzasz. - warknął Lou.
- Louis, uspokój się. Nie Viv, nie przeszkadzasz. Wejdź. O czym chcesz rozmawiać?
Violette podeszła i usiadła na brzegu łóżka. Lou wstał, ubrał koszulkę i spodnie po czym wyszedł z pokoju.
- Rozmawiałam dziś rano z Zaynem na temat naszego ślubu.... - zaczęła Viv. - Doszliśmy do wniosku, że rok narzeczeństwa to wystarczająco długo, a za dwa tygodnie chłopcy jadę w trasę, więc chcemy wziąć ślub w najbliższą sobotę...
- Przecież to już za pięć dni! Wyrobicie się z wszystkimi przygotowaniami? - spytała zdziwiona Harmony
- O tym właśnie przyszłam porozmawiać.Chcę, żebyś została moją główną druhną...
28 września 2013
Rozdział V
Harmony i Louis podnieśli się z trawy i przytuleni ruszyli w stronę domu. Gdy dotarli do stolika nikogo przy nim nie było. Wszyscy szaleli na parkiecie. Har i Lou też postanowili zatańczyć. Szaleli przy rytmach muzyki co jakiś czas kradnąc sobie pocałunki. Po półtorej godzinie wrócili do stolika. Zastali przy nim zmęczonych tańcem znajomych.
- Gdzie wyście byli tak długo? Nie umieliście trafić? - zapytał Harry ruszając brwiami i śmiejąc się. Harmony odwróciła wzrok wyraźnie zawstydzona, a jej policzki oblały się szkarłatem. Widząc to Hazz zaczął się śmiać jeszcze głośniej niż do tej pory.
- Harry, dość! - powiedziała Misha - To ich sprawa! Nie wtrącaj się!
- Daj spokój Mishie, ja tylko żartuję... - śmiał się dalej Harold.
- Micha ma rację. To nasza sprawa co robimy nic ci do tego. Zajmij się swoimi sprawami. Jeszcze jedna taka insynuacja i będzie z tobą źle! - oświadczył poważnie Louis.
- Chłopcy, uspokójcie się. Wydaje mi się że czas wracać do domu. - powiedziała Eve.
- Jestem za. - poparł ją Liam.
Marudząc, wszyscy zaczęli się zbierać. Gdy już byli gotowi do wyjścia pożegnali się z gospodarzem i zapakowali się do samochodów: Zayn, Violette, Harmony, Louis, Misha i Harry do vana, a Niall, Dianne, Eve i Liam do auta Toma, który po nich przyjechał. Dotarli do domu mniej więcej w tym samym czasie. Harmony zasnęła w czasie drogi powrotnej. Louis, nie chcąc jej budzić, wziął ją delikatnie na ręce i zaniósł do sypialni. Położył ją na łóżku i ostrożnie zdjął jej buty. Przez chwile patrzył jak słodko śpi po czym zrobił zdjęcie i wstawił je twittera:
"Moja piękna @HTammers tak słodko śpi... Jutro będzie wielki kac xD Kocham Cię Har <3"
Gdy już to zrobił, zdjął spodnie. To samo zrobił z koszulką, po czym będąc w samych majtkach położył się obok Harmony. Wtulił się w swoją piękną dziewczynę myśląc o tym jak wielkim jest szczęściarzem mogąc z nią być, po czym szybko usnął...
- Gdzie wyście byli tak długo? Nie umieliście trafić? - zapytał Harry ruszając brwiami i śmiejąc się. Harmony odwróciła wzrok wyraźnie zawstydzona, a jej policzki oblały się szkarłatem. Widząc to Hazz zaczął się śmiać jeszcze głośniej niż do tej pory.
- Harry, dość! - powiedziała Misha - To ich sprawa! Nie wtrącaj się!
- Daj spokój Mishie, ja tylko żartuję... - śmiał się dalej Harold.
- Micha ma rację. To nasza sprawa co robimy nic ci do tego. Zajmij się swoimi sprawami. Jeszcze jedna taka insynuacja i będzie z tobą źle! - oświadczył poważnie Louis.
- Chłopcy, uspokójcie się. Wydaje mi się że czas wracać do domu. - powiedziała Eve.
- Jestem za. - poparł ją Liam.
Marudząc, wszyscy zaczęli się zbierać. Gdy już byli gotowi do wyjścia pożegnali się z gospodarzem i zapakowali się do samochodów: Zayn, Violette, Harmony, Louis, Misha i Harry do vana, a Niall, Dianne, Eve i Liam do auta Toma, który po nich przyjechał. Dotarli do domu mniej więcej w tym samym czasie. Harmony zasnęła w czasie drogi powrotnej. Louis, nie chcąc jej budzić, wziął ją delikatnie na ręce i zaniósł do sypialni. Położył ją na łóżku i ostrożnie zdjął jej buty. Przez chwile patrzył jak słodko śpi po czym zrobił zdjęcie i wstawił je twittera:
"Moja piękna @HTammers tak słodko śpi... Jutro będzie wielki kac xD Kocham Cię Har <3"
Gdy już to zrobił, zdjął spodnie. To samo zrobił z koszulką, po czym będąc w samych majtkach położył się obok Harmony. Wtulił się w swoją piękną dziewczynę myśląc o tym jak wielkim jest szczęściarzem mogąc z nią być, po czym szybko usnął...
27 września 2013
Rozdział IV
- Lou, on mnie rozerwie!
- Nie bój się kotku. Na początku odrobinę zaboli. Później będzie nam wspaniale.
- No... No dobrze... Ale bądź delikatny...
Louis objął Harmony, po czy ją podniósł i oparł plecami o drzewo.
- Obejmij mnie nogami - polecił.
Tak zrobiła. Zaczął w nią delikatnie wchodzić.
- Lou, boli...
- Wiem kochanie. Wytrzymaj jeszcze chwilę... - powiedział współczująco, po czym jednym szybkim pchnięciem wszedł w nią cały. Harmony krzyknęła z bólu, jednak już po chwili zatopiła się w rozkoszy nowych dla niej doznań. Louis poruszał powoli biodrami na zmianę wchodząc w nią i wychodząc. Przy tym całym czasem ją całował. Oboje pojękiwali lekko. Później Lou położył Har na trawie i zaczął poruszać się w niej coraz szybciej i szybciej. W końcu nadszedł punkt kulminacyjny. Doszli jednocześnie wymawiając przy tym imię swojego partnera. Po wszystkim Lou podciągnął spodnie, zapiął rozporek i położył się na trawie. Harmony ubrała majtki i wtuliła się w swojego chłopaka. Przez długi czas leżeli w cieszy obserwując gwiazdy i wsłuchując się w muzykę dochodzącą z imprezy. W końcu Lou się odezwał.
- Jestem największym szczęściarzem na świecie, wiesz?
- Dalczego?
- Bo mam ciebie. Mogłabyś mieć każdego chłopaka, którego byś chciała, a wybrałaś mnie. Nigdy tego nie zrozumiem. Ale cię kocham, a to jest najważniejsze.
- Ja ciebie też kocham. Ale to ja jestem największą szczęściarą. Właśnie dla tego, że ty mnie kochasz....
- Cieszę się, że byłem twoim pierwszym...
- Ja też się cieszę. Mam nadzieję, że będziesz pierwszym i jedynym.
- Było by cudownie.
- Louis...
- Tak, kotku?
- Czy....
- O co chodzi Har?
- Boję się że się na mnie wkurzysz...
- Obiecuję, że zachowam spokój.
- No bo...
- Mów kochanie.
- Powiedziałbyś mi dlaczego nie masz kontaktu z rodziną? O co się pokłóciliście?
- Czas wracać na imprezę. Pewnie już nas szukają - powiedział wymijająco Louis.
- Czyli mi nie powiesz?
- Może kiedyś, ale nie dziś...
- Nie bój się kotku. Na początku odrobinę zaboli. Później będzie nam wspaniale.
- No... No dobrze... Ale bądź delikatny...
Louis objął Harmony, po czy ją podniósł i oparł plecami o drzewo.
- Obejmij mnie nogami - polecił.
Tak zrobiła. Zaczął w nią delikatnie wchodzić.
- Lou, boli...
- Wiem kochanie. Wytrzymaj jeszcze chwilę... - powiedział współczująco, po czym jednym szybkim pchnięciem wszedł w nią cały. Harmony krzyknęła z bólu, jednak już po chwili zatopiła się w rozkoszy nowych dla niej doznań. Louis poruszał powoli biodrami na zmianę wchodząc w nią i wychodząc. Przy tym całym czasem ją całował. Oboje pojękiwali lekko. Później Lou położył Har na trawie i zaczął poruszać się w niej coraz szybciej i szybciej. W końcu nadszedł punkt kulminacyjny. Doszli jednocześnie wymawiając przy tym imię swojego partnera. Po wszystkim Lou podciągnął spodnie, zapiął rozporek i położył się na trawie. Harmony ubrała majtki i wtuliła się w swojego chłopaka. Przez długi czas leżeli w cieszy obserwując gwiazdy i wsłuchując się w muzykę dochodzącą z imprezy. W końcu Lou się odezwał.
- Jestem największym szczęściarzem na świecie, wiesz?
- Dalczego?
- Bo mam ciebie. Mogłabyś mieć każdego chłopaka, którego byś chciała, a wybrałaś mnie. Nigdy tego nie zrozumiem. Ale cię kocham, a to jest najważniejsze.
- Ja ciebie też kocham. Ale to ja jestem największą szczęściarą. Właśnie dla tego, że ty mnie kochasz....
- Cieszę się, że byłem twoim pierwszym...
- Ja też się cieszę. Mam nadzieję, że będziesz pierwszym i jedynym.
- Było by cudownie.
- Louis...
- Tak, kotku?
- Czy....
- O co chodzi Har?
- Boję się że się na mnie wkurzysz...
- Obiecuję, że zachowam spokój.
- No bo...
- Mów kochanie.
- Powiedziałbyś mi dlaczego nie masz kontaktu z rodziną? O co się pokłóciliście?
- Czas wracać na imprezę. Pewnie już nas szukają - powiedział wymijająco Louis.
- Czyli mi nie powiesz?
- Może kiedyś, ale nie dziś...
26 września 2013
Rozdział III
Harmony wraz z Louisem poszli w najodleglejszy zakątek ogrodu, gdzie
światła już nie docierały. Lou wyciągnął zapalniczkę i odpalił
papierosa. Har przyglądała mu się ciekawie.
- Mogę?- zapytała po chwili
- Co?
- Papierosa...
- Jesteś pewna?
- Tak.
Lou podał jej niechętnie fajkę.
- Tylko się nie zaciągaj!
Harmony wsadziła papierosa w usta i... zaczęła się dusić. Louis odebrał od niej fajkę po czym stukając ją po plecach powiedział:
- Wiedziałem że tak będzie...
- Ej! - oburzyła się Harmony
- No co? -wzruszył ramionami Louis - Jesteś moją Har. Do ciebie nie pasuje papieros czy wódka.
- Kocham cię Lou - powiedziała wzruszona dziewczyna wtulając się w swojego chłopaka.
- Wiem. Też cie kocham Har.
- Louis....
- Tak?
- Chcę to zrobić tu i teraz.
- Ale mówiłaś że nie jesteś jeszcze gotowa...
- Wiem co mówiłam. A teraz chcę, żebyś mnie przeleciał tu, w ogrodzie Josha podczas imprezy.
- Harmony, jesteś pijana. Nie wiesz co mówisz.
- Nie jestem pijana. Jestem napalona. A ty nie?
- Jasne, że jestem. Odkąd cię spotkałem jestem napalony praktycznie 24 godziny na dobę, ale nie chcę wykorzystać tego że jesteś pijana...
- Ale ja chcę żebyś to wykorzystał! - powiedziała Harmony rzucając się na Lou. W końcu uległ. Podniósł ją i całując łapczywie opadł o drzewo i naparł na nią. Har czuła jego rosnącą erekcję tuż przy swoich biodrach. Lou jednym ruchem zerwał z niej majtki i wsunął w nią palec.
- Faktycznie jesteś napalona... - stwierdził dysząc lekko. Wsunął w nią drugi palec i zaczął nimi poruszać. Harmony cicho pojękiwała.
- Lou, chcę cię poczuć...
- Jeszcze trochę, kochanie. - powiedział Louis wyciągając z niej palce i odpinając rozporek. Opuścił lekko spodnie wyciągając jednocześnie swojego wielkiego penisa. Na jego widok Harmony spanikowała.
- Mogę?- zapytała po chwili
- Co?
- Papierosa...
- Jesteś pewna?
- Tak.
Lou podał jej niechętnie fajkę.
- Tylko się nie zaciągaj!
Harmony wsadziła papierosa w usta i... zaczęła się dusić. Louis odebrał od niej fajkę po czym stukając ją po plecach powiedział:
- Wiedziałem że tak będzie...
- Ej! - oburzyła się Harmony
- No co? -wzruszył ramionami Louis - Jesteś moją Har. Do ciebie nie pasuje papieros czy wódka.
- Kocham cię Lou - powiedziała wzruszona dziewczyna wtulając się w swojego chłopaka.
- Wiem. Też cie kocham Har.
- Louis....
- Tak?
- Chcę to zrobić tu i teraz.
- Ale mówiłaś że nie jesteś jeszcze gotowa...
- Wiem co mówiłam. A teraz chcę, żebyś mnie przeleciał tu, w ogrodzie Josha podczas imprezy.
- Harmony, jesteś pijana. Nie wiesz co mówisz.
- Nie jestem pijana. Jestem napalona. A ty nie?
- Jasne, że jestem. Odkąd cię spotkałem jestem napalony praktycznie 24 godziny na dobę, ale nie chcę wykorzystać tego że jesteś pijana...
- Ale ja chcę żebyś to wykorzystał! - powiedziała Harmony rzucając się na Lou. W końcu uległ. Podniósł ją i całując łapczywie opadł o drzewo i naparł na nią. Har czuła jego rosnącą erekcję tuż przy swoich biodrach. Lou jednym ruchem zerwał z niej majtki i wsunął w nią palec.
- Faktycznie jesteś napalona... - stwierdził dysząc lekko. Wsunął w nią drugi palec i zaczął nimi poruszać. Harmony cicho pojękiwała.
- Lou, chcę cię poczuć...
- Jeszcze trochę, kochanie. - powiedział Louis wyciągając z niej palce i odpinając rozporek. Opuścił lekko spodnie wyciągając jednocześnie swojego wielkiego penisa. Na jego widok Harmony spanikowała.
25 września 2013
Rozdział II
Gdy dotarli do domu Josha impreza trwała w najlepsze. Z trudem odnaleźli Nialla i Dianne, a także Liama i Eve. Wszyscy razem zajęli miejsca przy wyznaczonym dla nich stoliku.
- Idę po drinki. Kto co chce? - zapytał Louis
- Ja poproszę bezalkoholowego Pomegranate Ice. - odezwała się Misha.
- Dla mnie Pina Colada- zawtórowała jej Dianne.
- Ja i Eve chcemy jak zwykle Cosmopolitan - stwierdziła Violette.
- Dla mnie Kentucky - odezwał się Zayn.
- Dla mnie też - stwierdził Niall
- A dla mnie Whiskey z lodem - powiedział Liam.
- A dla ciebie Harmony? - zapytał Louis
- Ja poproszę tylko colę.
- No chyba żartujesz! - oburzyła się Violette - Przynieś jej też Cosmopolitana. - zwróciła się do Lou nie pytając Harmony o zdanie.
- No nie wiem... Ja nie piłam nigdy alkoholu... Nie wiem czy to dobry pomysł... - zaczęła nieśmiało Har.
- To jest bardzo dobry pomysł. Kiedyś w końcu musi być ten pierwszy raz! - przerwała jej Dianne.
- No dobrze... Ale tylko jednego. - zgodziła się nie do końca pewnie Harmony.
Louis poszedł po napoje wyskokowe, a w tym czasie przy stoliku rozgorzały rozmowy. Nagle Misha zapytała Harmony:
- Jak to się stało że nigdy nie piłaś alkoholu? Ja swojego pierwszego drinka zaliczyłam gdy miałam czternaście lat!
Głowy wszystkich z zaciekawieniem zwróciły się w stronę Harmony czekając na odpowiedź.
- Bo ja.... Ja nigdy nie byłam na imprezie zanim spotkałam Lou.... Gdy moi koledzy i koleżanki szykowali się do zabawy ja zawsze wolałam poczytać książkę lub obejrzeć film...
- Na szczęście te czasy masz już za sobą - odezwał się Harry - Teraz znasz nas, a my nie damy ci siedzieć w domu.
Po tych słowach zaczęli gadać na inne tematy. W końcu wrócił Lou z drinkami. Wszyscy rzucili się, żeby tylko dosięgnąć swój napój. W końcu Eve podała Har jej trunek. Harmony powąchała go. Pachniał ładnie. Nie czuć było alkoholu... Powoli spróbowała drinka. Był tak pyszny, że w ciągu następnej godziny wypiła dwa następne. Właśnie zaczynała pić czwarty kieliszek, gdy Louis stwierdził, że musi iść na papierosa.
- Zayn, idziesz? - zapytał
- Nie, spasuję. - odpowiedział mulat.
- Ja pójdę z tobą. - stwierdziła Har
- Na pewno? - zawahał się Lou - Przecież nie lubisz dymu z papierosów...
- Idę z tobą. - powtórzyła Harmony. Szybko dopiła drinka, po czym chwiejnym krokiem ruszyła za chłopakiem.
- Idę po drinki. Kto co chce? - zapytał Louis
- Ja poproszę bezalkoholowego Pomegranate Ice. - odezwała się Misha.
- Dla mnie Pina Colada- zawtórowała jej Dianne.
- Ja i Eve chcemy jak zwykle Cosmopolitan - stwierdziła Violette.
- Dla mnie Kentucky - odezwał się Zayn.
- Dla mnie też - stwierdził Niall
- A dla mnie Whiskey z lodem - powiedział Liam.
- A dla ciebie Harmony? - zapytał Louis
- Ja poproszę tylko colę.
- No chyba żartujesz! - oburzyła się Violette - Przynieś jej też Cosmopolitana. - zwróciła się do Lou nie pytając Harmony o zdanie.
- No nie wiem... Ja nie piłam nigdy alkoholu... Nie wiem czy to dobry pomysł... - zaczęła nieśmiało Har.
- To jest bardzo dobry pomysł. Kiedyś w końcu musi być ten pierwszy raz! - przerwała jej Dianne.
- No dobrze... Ale tylko jednego. - zgodziła się nie do końca pewnie Harmony.
Louis poszedł po napoje wyskokowe, a w tym czasie przy stoliku rozgorzały rozmowy. Nagle Misha zapytała Harmony:
- Jak to się stało że nigdy nie piłaś alkoholu? Ja swojego pierwszego drinka zaliczyłam gdy miałam czternaście lat!
Głowy wszystkich z zaciekawieniem zwróciły się w stronę Harmony czekając na odpowiedź.
- Bo ja.... Ja nigdy nie byłam na imprezie zanim spotkałam Lou.... Gdy moi koledzy i koleżanki szykowali się do zabawy ja zawsze wolałam poczytać książkę lub obejrzeć film...
- Na szczęście te czasy masz już za sobą - odezwał się Harry - Teraz znasz nas, a my nie damy ci siedzieć w domu.
Po tych słowach zaczęli gadać na inne tematy. W końcu wrócił Lou z drinkami. Wszyscy rzucili się, żeby tylko dosięgnąć swój napój. W końcu Eve podała Har jej trunek. Harmony powąchała go. Pachniał ładnie. Nie czuć było alkoholu... Powoli spróbowała drinka. Był tak pyszny, że w ciągu następnej godziny wypiła dwa następne. Właśnie zaczynała pić czwarty kieliszek, gdy Louis stwierdził, że musi iść na papierosa.
- Zayn, idziesz? - zapytał
- Nie, spasuję. - odpowiedział mulat.
- Ja pójdę z tobą. - stwierdziła Har
- Na pewno? - zawahał się Lou - Przecież nie lubisz dymu z papierosów...
- Idę z tobą. - powtórzyła Harmony. Szybko dopiła drinka, po czym chwiejnym krokiem ruszyła za chłopakiem.
Rozdział I
- Nie! Nie! Nie!
- Ale Harmony....
- Cholera jasna nie! Nigdzie z tobą dziś nie idę. Dałam się namówić wczoraj i przedwczoraj. Wystarczy! Chcę spokojnie posiedzieć na kanapie i obejrzeć film. Mam dość imprez!
- Ale Har, tym razem będzie inaczej! Zobaczysz!
- W jakim sensie inaczej Louis?! Może tym razem nie upijesz się tak, że chłopaki będą cię musieli wynosić z klubu?! Albo może tym razem nie będziesz podrywał kelnerek?! Nie Lou. Nigdzie nie idę.
- Kochanie, proszę. Obiecuję, jeśli ze mną dziś pójdziesz to będzie to ostatnia impreza w tym miesiącu!
- Dobrze. Ale przyrzeknij, że się nie upijesz.
- Przyrzekam.
- A więc gdzie idziemy tym razem?
- Do Josha na domówkę.
- Przynajmniej tyle dobrego, że to nie klub.... Będę gotowa za godzinę. Pasuje?
- Tak. Kocham cię Har.
- Ja ciebie też. Dasz mi w końcu trochę prywatności?
- Już sobie idę. - mówiąc to Louis namiętnie pocałował swoją dziewczynę i wyszedł z sypialni zatrzaskując za sobą drzwi. Harmony zaczęła przeglądać szafę. W końcu zdecydowała się na zieloną sukienkę, którą dostała na urodziny od Violette, do tego klasyczne czarne szpilki, czarna kopertówka, kolczyki i ulubiona miętowa kurtka. Z wybranymi ubraniami udała się do łazienki. Wzięła prysznic i wysuszyła włosy. Postanowiła zostawić je rozpuszczone. Ubrała się, po czym zabrała się za makijaż. Pomalowała oczy kredką, nałożyła tusz na rzęsy i jasnoróżową szminkę na usta. Popatrzyła na odbicie w lustrze by ocenić swoją pracę. Spodobało jej się to, co zobaczyła. Wyszła z łazienki i zeszła do salonu. Tam czekał na nią gotowy już Louis. Towarzyszyli mu Harry z Mishą i Zayn z Violette. Na jej widok Lou zaniemówił.
- Ślicznie wyglądasz. - odezwała się Viv rozbawiona reakcją chłopaka - Czyż nie, Louisie?
Jej słowa otrzeźwiły Lou.
- Pięknie. - odpowiedział, po czym podszedł, objął Harmony i złożył na jej ustach czuły pocałunek. - Jesteś najpiękniejszą dziewczyną na świecie. - wyszeptał.
- Jedziemy?- zapytała Misha - Dianne i Eve z chłopakami są już na miejscu. Dee właśnie przysłała mi tweeta. Ta impreza to coś pięknego...
- Możemy jechać. - odpowiedział Lou.
- Mam znów prowadzić?
- Nie Har, dziś ja przejmę kierownicę. I tak nie mogę pić bo idę jutro do pracy. - Misha odpowiedziała na pytanie.
Wyszli z domu zamykając go na klucz. Wsiedli do vana. Misha usiadła na miejscu kierowcy, Harry obok niej, Zayn z Violette zajęli tylne siedzenia. Harmony i Louisowi został więc środek. Z imprezowym nastawieniem ruszyli w stronę domu Josh'a Devina.
- Ale Harmony....
- Cholera jasna nie! Nigdzie z tobą dziś nie idę. Dałam się namówić wczoraj i przedwczoraj. Wystarczy! Chcę spokojnie posiedzieć na kanapie i obejrzeć film. Mam dość imprez!
- Ale Har, tym razem będzie inaczej! Zobaczysz!
- W jakim sensie inaczej Louis?! Może tym razem nie upijesz się tak, że chłopaki będą cię musieli wynosić z klubu?! Albo może tym razem nie będziesz podrywał kelnerek?! Nie Lou. Nigdzie nie idę.
- Kochanie, proszę. Obiecuję, jeśli ze mną dziś pójdziesz to będzie to ostatnia impreza w tym miesiącu!
- Dobrze. Ale przyrzeknij, że się nie upijesz.
- Przyrzekam.
- A więc gdzie idziemy tym razem?
- Do Josha na domówkę.
- Przynajmniej tyle dobrego, że to nie klub.... Będę gotowa za godzinę. Pasuje?
- Tak. Kocham cię Har.
- Ja ciebie też. Dasz mi w końcu trochę prywatności?
- Już sobie idę. - mówiąc to Louis namiętnie pocałował swoją dziewczynę i wyszedł z sypialni zatrzaskując za sobą drzwi. Harmony zaczęła przeglądać szafę. W końcu zdecydowała się na zieloną sukienkę, którą dostała na urodziny od Violette, do tego klasyczne czarne szpilki, czarna kopertówka, kolczyki i ulubiona miętowa kurtka. Z wybranymi ubraniami udała się do łazienki. Wzięła prysznic i wysuszyła włosy. Postanowiła zostawić je rozpuszczone. Ubrała się, po czym zabrała się za makijaż. Pomalowała oczy kredką, nałożyła tusz na rzęsy i jasnoróżową szminkę na usta. Popatrzyła na odbicie w lustrze by ocenić swoją pracę. Spodobało jej się to, co zobaczyła. Wyszła z łazienki i zeszła do salonu. Tam czekał na nią gotowy już Louis. Towarzyszyli mu Harry z Mishą i Zayn z Violette. Na jej widok Lou zaniemówił.
- Ślicznie wyglądasz. - odezwała się Viv rozbawiona reakcją chłopaka - Czyż nie, Louisie?
Jej słowa otrzeźwiły Lou.
- Pięknie. - odpowiedział, po czym podszedł, objął Harmony i złożył na jej ustach czuły pocałunek. - Jesteś najpiękniejszą dziewczyną na świecie. - wyszeptał.
- Jedziemy?- zapytała Misha - Dianne i Eve z chłopakami są już na miejscu. Dee właśnie przysłała mi tweeta. Ta impreza to coś pięknego...
- Możemy jechać. - odpowiedział Lou.
- Mam znów prowadzić?
- Nie Har, dziś ja przejmę kierownicę. I tak nie mogę pić bo idę jutro do pracy. - Misha odpowiedziała na pytanie.
Wyszli z domu zamykając go na klucz. Wsiedli do vana. Misha usiadła na miejscu kierowcy, Harry obok niej, Zayn z Violette zajęli tylne siedzenia. Harmony i Louisowi został więc środek. Z imprezowym nastawieniem ruszyli w stronę domu Josh'a Devina.
Prolog
*miesiąc wcześniej*
Jesteśmy tak różni....
Ja - domatorka. On - imprezowicz.
Ja - zwykła dziewczyna. On - członek sławnego boysbandu.
Ja - nie wyobrażam sobie życia bez mojej rodziny. On - nienawidzi swoich bliskich.
Ja - woda. On - ogień.
A jednak los zechciał, aby nasze drogi się połączyły.
Nasze pierwsze spotkanie nie należało do przyjemnych - Louis potrącił mnie samochodem gdy wracałam ze szkoły. Złamałam wtedy nogę. Lou był wściekły, że musi zawieść mnie do szpitala. To psuło jego imprezowe plany... Jednak zrobił to. Myślałam wtedy, że więcej się nie zobaczymy, ale już po tygodniu Louis zapukał do moich drzwi. Nadal nie mam pojęcia skąd znał adres. Od tego czasu widywaliśmy się dość regularnie. Chodź często nie potrafiliśmy się dogadać, między nami narodziło się uczucie. Zakochałam się w nim po uszy. Zostaliśmy parą. On poznał moją rodzinę, a ja poznałam jego kumpli i ich dziewczyny. Nie przedstawił mnie swoim rodzicom, o nie. Żeby to zrobić musiałby najpierw wyciągnąć do nich rękę na zgodę, a jego duma jest zbyt wielka, żeby to zrobić. O co się pokłócili? Nie pytajcie... Wiem tylko, że jedyną osobą z jego rodziny, z którą się od czasu do czasu się kontaktuje to najstarsza z jego młodszych sióstr - Lottie. Nawet chłopcy nie wiedzą o co poszło... Parą jesteśmy już od pół roku. Harry twierdzi, że to najdłuższy związek Louis'a odkąd się poznali. Właśnie postanowiliśmy razem zamieszkać - przeprowadzam się więc z rodzinnego domu wprost do wielkiej willi, którą Louis dzieli z Harrym, Niallem, Zaynem. Liamem i ich dziewczynami. Moi rodzice nie pochwalają tego, nie lubią mojego chłopaka. Ale jetem dorosła i mam prawo decydować o swoim życiu. A Louis jest częścią tego życia. Dlatego teraz pakuję swoje rzeczy do pudeł nie zważając na płaczącą matkę i ojca, który nadal próbuje namówić mnie na zmianę zdania. Moja siostrzyczka Michelle jako jedyna twierdzi, że to dobry pomysł. Ona już poznała tą dobrą stronę Louis'a. Wie, że z nim jestem szczęśliwa. Moje ubrania już są w walizkach. Na razie zabieram tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Po resztę Lou przyjedzie jutro. Sprawdzam jeszcze ostatnie szafki. Są puste. Wszystko spakowane. Mogę wychodzić. Louis już czeka pod domem - właśnie dostałam sms'a. Ostatni raz rozglądam się po pustym pokoju. Biorę walizkę i schodzę na dół. Tam ubieram moją ulubioną kurtkę ze skóry w kolorze miętowym i żegnam się z rodzicami. "Na pewno nie zmienisz zdania?" - pyta ojciec. "Nie. Kocham Louisa. Moje miejsce jest przy nim." - odpowiadam. "Wiedz, że to zawsze będzie twój dom. Możesz wrócić kiedy tylko zechcesz." - mówi z płaczem mama. "Wiem" - szepczę cicho i ją przytulam. "Kocham was." - mówiąc to otwieram drzwi i wychodzę w ciemną noc. Wsiadam do auta Louisa, całuję go w policzek, po czym odjeżdżamy w stronę jego domu. W stronę naszego domu. W stronę naszej wspólnej przyszłości...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
