Harmony i Louis podnieśli się z trawy i przytuleni ruszyli w stronę domu. Gdy dotarli do stolika nikogo przy nim nie było. Wszyscy szaleli na parkiecie. Har i Lou też postanowili zatańczyć. Szaleli przy rytmach muzyki co jakiś czas kradnąc sobie pocałunki. Po półtorej godzinie wrócili do stolika. Zastali przy nim zmęczonych tańcem znajomych.
- Gdzie wyście byli tak długo? Nie umieliście trafić? - zapytał Harry ruszając brwiami i śmiejąc się. Harmony odwróciła wzrok wyraźnie zawstydzona, a jej policzki oblały się szkarłatem. Widząc to Hazz zaczął się śmiać jeszcze głośniej niż do tej pory.
- Harry, dość! - powiedziała Misha - To ich sprawa! Nie wtrącaj się!
- Daj spokój Mishie, ja tylko żartuję... - śmiał się dalej Harold.
- Micha ma rację. To nasza sprawa co robimy nic ci do tego. Zajmij się swoimi sprawami. Jeszcze jedna taka insynuacja i będzie z tobą źle! - oświadczył poważnie Louis.
- Chłopcy, uspokójcie się. Wydaje mi się że czas wracać do domu. - powiedziała Eve.
- Jestem za. - poparł ją Liam.
Marudząc, wszyscy zaczęli się zbierać. Gdy już byli gotowi do wyjścia pożegnali się z gospodarzem i zapakowali się do samochodów: Zayn, Violette, Harmony, Louis, Misha i Harry do vana, a Niall, Dianne, Eve i Liam do auta Toma, który po nich przyjechał. Dotarli do domu mniej więcej w tym samym czasie. Harmony zasnęła w czasie drogi powrotnej. Louis, nie chcąc jej budzić, wziął ją delikatnie na ręce i zaniósł do sypialni. Położył ją na łóżku i ostrożnie zdjął jej buty. Przez chwile patrzył jak słodko śpi po czym zrobił zdjęcie i wstawił je twittera:
"Moja piękna @HTammers tak słodko śpi... Jutro będzie wielki kac xD Kocham Cię Har <3"
Gdy już to zrobił, zdjął spodnie. To samo zrobił z koszulką, po czym będąc w samych majtkach położył się obok Harmony. Wtulił się w swoją piękną dziewczynę myśląc o tym jak wielkim jest szczęściarzem mogąc z nią być, po czym szybko usnął...
Harmony Tammers zawsze była zaliczana do grzecznych dziewczynek. Jednak gdy spotkała przystojnego członka boysbandu jej życie wywróciło się do góry nogami. Louis Tomlinson nigdy bowiem nie należał do grzecznych chłopców.... Jak teraz potoczy się jej życie? Czy będąc jego dziewczyną może jednocześnie nadal pozostać sobą?
28 września 2013
27 września 2013
Rozdział IV
- Lou, on mnie rozerwie!
- Nie bój się kotku. Na początku odrobinę zaboli. Później będzie nam wspaniale.
- No... No dobrze... Ale bądź delikatny...
Louis objął Harmony, po czy ją podniósł i oparł plecami o drzewo.
- Obejmij mnie nogami - polecił.
Tak zrobiła. Zaczął w nią delikatnie wchodzić.
- Lou, boli...
- Wiem kochanie. Wytrzymaj jeszcze chwilę... - powiedział współczująco, po czym jednym szybkim pchnięciem wszedł w nią cały. Harmony krzyknęła z bólu, jednak już po chwili zatopiła się w rozkoszy nowych dla niej doznań. Louis poruszał powoli biodrami na zmianę wchodząc w nią i wychodząc. Przy tym całym czasem ją całował. Oboje pojękiwali lekko. Później Lou położył Har na trawie i zaczął poruszać się w niej coraz szybciej i szybciej. W końcu nadszedł punkt kulminacyjny. Doszli jednocześnie wymawiając przy tym imię swojego partnera. Po wszystkim Lou podciągnął spodnie, zapiął rozporek i położył się na trawie. Harmony ubrała majtki i wtuliła się w swojego chłopaka. Przez długi czas leżeli w cieszy obserwując gwiazdy i wsłuchując się w muzykę dochodzącą z imprezy. W końcu Lou się odezwał.
- Jestem największym szczęściarzem na świecie, wiesz?
- Dalczego?
- Bo mam ciebie. Mogłabyś mieć każdego chłopaka, którego byś chciała, a wybrałaś mnie. Nigdy tego nie zrozumiem. Ale cię kocham, a to jest najważniejsze.
- Ja ciebie też kocham. Ale to ja jestem największą szczęściarą. Właśnie dla tego, że ty mnie kochasz....
- Cieszę się, że byłem twoim pierwszym...
- Ja też się cieszę. Mam nadzieję, że będziesz pierwszym i jedynym.
- Było by cudownie.
- Louis...
- Tak, kotku?
- Czy....
- O co chodzi Har?
- Boję się że się na mnie wkurzysz...
- Obiecuję, że zachowam spokój.
- No bo...
- Mów kochanie.
- Powiedziałbyś mi dlaczego nie masz kontaktu z rodziną? O co się pokłóciliście?
- Czas wracać na imprezę. Pewnie już nas szukają - powiedział wymijająco Louis.
- Czyli mi nie powiesz?
- Może kiedyś, ale nie dziś...
- Nie bój się kotku. Na początku odrobinę zaboli. Później będzie nam wspaniale.
- No... No dobrze... Ale bądź delikatny...
Louis objął Harmony, po czy ją podniósł i oparł plecami o drzewo.
- Obejmij mnie nogami - polecił.
Tak zrobiła. Zaczął w nią delikatnie wchodzić.
- Lou, boli...
- Wiem kochanie. Wytrzymaj jeszcze chwilę... - powiedział współczująco, po czym jednym szybkim pchnięciem wszedł w nią cały. Harmony krzyknęła z bólu, jednak już po chwili zatopiła się w rozkoszy nowych dla niej doznań. Louis poruszał powoli biodrami na zmianę wchodząc w nią i wychodząc. Przy tym całym czasem ją całował. Oboje pojękiwali lekko. Później Lou położył Har na trawie i zaczął poruszać się w niej coraz szybciej i szybciej. W końcu nadszedł punkt kulminacyjny. Doszli jednocześnie wymawiając przy tym imię swojego partnera. Po wszystkim Lou podciągnął spodnie, zapiął rozporek i położył się na trawie. Harmony ubrała majtki i wtuliła się w swojego chłopaka. Przez długi czas leżeli w cieszy obserwując gwiazdy i wsłuchując się w muzykę dochodzącą z imprezy. W końcu Lou się odezwał.
- Jestem największym szczęściarzem na świecie, wiesz?
- Dalczego?
- Bo mam ciebie. Mogłabyś mieć każdego chłopaka, którego byś chciała, a wybrałaś mnie. Nigdy tego nie zrozumiem. Ale cię kocham, a to jest najważniejsze.
- Ja ciebie też kocham. Ale to ja jestem największą szczęściarą. Właśnie dla tego, że ty mnie kochasz....
- Cieszę się, że byłem twoim pierwszym...
- Ja też się cieszę. Mam nadzieję, że będziesz pierwszym i jedynym.
- Było by cudownie.
- Louis...
- Tak, kotku?
- Czy....
- O co chodzi Har?
- Boję się że się na mnie wkurzysz...
- Obiecuję, że zachowam spokój.
- No bo...
- Mów kochanie.
- Powiedziałbyś mi dlaczego nie masz kontaktu z rodziną? O co się pokłóciliście?
- Czas wracać na imprezę. Pewnie już nas szukają - powiedział wymijająco Louis.
- Czyli mi nie powiesz?
- Może kiedyś, ale nie dziś...
26 września 2013
Rozdział III
Harmony wraz z Louisem poszli w najodleglejszy zakątek ogrodu, gdzie
światła już nie docierały. Lou wyciągnął zapalniczkę i odpalił
papierosa. Har przyglądała mu się ciekawie.
- Mogę?- zapytała po chwili
- Co?
- Papierosa...
- Jesteś pewna?
- Tak.
Lou podał jej niechętnie fajkę.
- Tylko się nie zaciągaj!
Harmony wsadziła papierosa w usta i... zaczęła się dusić. Louis odebrał od niej fajkę po czym stukając ją po plecach powiedział:
- Wiedziałem że tak będzie...
- Ej! - oburzyła się Harmony
- No co? -wzruszył ramionami Louis - Jesteś moją Har. Do ciebie nie pasuje papieros czy wódka.
- Kocham cię Lou - powiedziała wzruszona dziewczyna wtulając się w swojego chłopaka.
- Wiem. Też cie kocham Har.
- Louis....
- Tak?
- Chcę to zrobić tu i teraz.
- Ale mówiłaś że nie jesteś jeszcze gotowa...
- Wiem co mówiłam. A teraz chcę, żebyś mnie przeleciał tu, w ogrodzie Josha podczas imprezy.
- Harmony, jesteś pijana. Nie wiesz co mówisz.
- Nie jestem pijana. Jestem napalona. A ty nie?
- Jasne, że jestem. Odkąd cię spotkałem jestem napalony praktycznie 24 godziny na dobę, ale nie chcę wykorzystać tego że jesteś pijana...
- Ale ja chcę żebyś to wykorzystał! - powiedziała Harmony rzucając się na Lou. W końcu uległ. Podniósł ją i całując łapczywie opadł o drzewo i naparł na nią. Har czuła jego rosnącą erekcję tuż przy swoich biodrach. Lou jednym ruchem zerwał z niej majtki i wsunął w nią palec.
- Faktycznie jesteś napalona... - stwierdził dysząc lekko. Wsunął w nią drugi palec i zaczął nimi poruszać. Harmony cicho pojękiwała.
- Lou, chcę cię poczuć...
- Jeszcze trochę, kochanie. - powiedział Louis wyciągając z niej palce i odpinając rozporek. Opuścił lekko spodnie wyciągając jednocześnie swojego wielkiego penisa. Na jego widok Harmony spanikowała.
- Mogę?- zapytała po chwili
- Co?
- Papierosa...
- Jesteś pewna?
- Tak.
Lou podał jej niechętnie fajkę.
- Tylko się nie zaciągaj!
Harmony wsadziła papierosa w usta i... zaczęła się dusić. Louis odebrał od niej fajkę po czym stukając ją po plecach powiedział:
- Wiedziałem że tak będzie...
- Ej! - oburzyła się Harmony
- No co? -wzruszył ramionami Louis - Jesteś moją Har. Do ciebie nie pasuje papieros czy wódka.
- Kocham cię Lou - powiedziała wzruszona dziewczyna wtulając się w swojego chłopaka.
- Wiem. Też cie kocham Har.
- Louis....
- Tak?
- Chcę to zrobić tu i teraz.
- Ale mówiłaś że nie jesteś jeszcze gotowa...
- Wiem co mówiłam. A teraz chcę, żebyś mnie przeleciał tu, w ogrodzie Josha podczas imprezy.
- Harmony, jesteś pijana. Nie wiesz co mówisz.
- Nie jestem pijana. Jestem napalona. A ty nie?
- Jasne, że jestem. Odkąd cię spotkałem jestem napalony praktycznie 24 godziny na dobę, ale nie chcę wykorzystać tego że jesteś pijana...
- Ale ja chcę żebyś to wykorzystał! - powiedziała Harmony rzucając się na Lou. W końcu uległ. Podniósł ją i całując łapczywie opadł o drzewo i naparł na nią. Har czuła jego rosnącą erekcję tuż przy swoich biodrach. Lou jednym ruchem zerwał z niej majtki i wsunął w nią palec.
- Faktycznie jesteś napalona... - stwierdził dysząc lekko. Wsunął w nią drugi palec i zaczął nimi poruszać. Harmony cicho pojękiwała.
- Lou, chcę cię poczuć...
- Jeszcze trochę, kochanie. - powiedział Louis wyciągając z niej palce i odpinając rozporek. Opuścił lekko spodnie wyciągając jednocześnie swojego wielkiego penisa. Na jego widok Harmony spanikowała.
25 września 2013
Rozdział II
Gdy dotarli do domu Josha impreza trwała w najlepsze. Z trudem odnaleźli Nialla i Dianne, a także Liama i Eve. Wszyscy razem zajęli miejsca przy wyznaczonym dla nich stoliku.
- Idę po drinki. Kto co chce? - zapytał Louis
- Ja poproszę bezalkoholowego Pomegranate Ice. - odezwała się Misha.
- Dla mnie Pina Colada- zawtórowała jej Dianne.
- Ja i Eve chcemy jak zwykle Cosmopolitan - stwierdziła Violette.
- Dla mnie Kentucky - odezwał się Zayn.
- Dla mnie też - stwierdził Niall
- A dla mnie Whiskey z lodem - powiedział Liam.
- A dla ciebie Harmony? - zapytał Louis
- Ja poproszę tylko colę.
- No chyba żartujesz! - oburzyła się Violette - Przynieś jej też Cosmopolitana. - zwróciła się do Lou nie pytając Harmony o zdanie.
- No nie wiem... Ja nie piłam nigdy alkoholu... Nie wiem czy to dobry pomysł... - zaczęła nieśmiało Har.
- To jest bardzo dobry pomysł. Kiedyś w końcu musi być ten pierwszy raz! - przerwała jej Dianne.
- No dobrze... Ale tylko jednego. - zgodziła się nie do końca pewnie Harmony.
Louis poszedł po napoje wyskokowe, a w tym czasie przy stoliku rozgorzały rozmowy. Nagle Misha zapytała Harmony:
- Jak to się stało że nigdy nie piłaś alkoholu? Ja swojego pierwszego drinka zaliczyłam gdy miałam czternaście lat!
Głowy wszystkich z zaciekawieniem zwróciły się w stronę Harmony czekając na odpowiedź.
- Bo ja.... Ja nigdy nie byłam na imprezie zanim spotkałam Lou.... Gdy moi koledzy i koleżanki szykowali się do zabawy ja zawsze wolałam poczytać książkę lub obejrzeć film...
- Na szczęście te czasy masz już za sobą - odezwał się Harry - Teraz znasz nas, a my nie damy ci siedzieć w domu.
Po tych słowach zaczęli gadać na inne tematy. W końcu wrócił Lou z drinkami. Wszyscy rzucili się, żeby tylko dosięgnąć swój napój. W końcu Eve podała Har jej trunek. Harmony powąchała go. Pachniał ładnie. Nie czuć było alkoholu... Powoli spróbowała drinka. Był tak pyszny, że w ciągu następnej godziny wypiła dwa następne. Właśnie zaczynała pić czwarty kieliszek, gdy Louis stwierdził, że musi iść na papierosa.
- Zayn, idziesz? - zapytał
- Nie, spasuję. - odpowiedział mulat.
- Ja pójdę z tobą. - stwierdziła Har
- Na pewno? - zawahał się Lou - Przecież nie lubisz dymu z papierosów...
- Idę z tobą. - powtórzyła Harmony. Szybko dopiła drinka, po czym chwiejnym krokiem ruszyła za chłopakiem.
- Idę po drinki. Kto co chce? - zapytał Louis
- Ja poproszę bezalkoholowego Pomegranate Ice. - odezwała się Misha.
- Dla mnie Pina Colada- zawtórowała jej Dianne.
- Ja i Eve chcemy jak zwykle Cosmopolitan - stwierdziła Violette.
- Dla mnie Kentucky - odezwał się Zayn.
- Dla mnie też - stwierdził Niall
- A dla mnie Whiskey z lodem - powiedział Liam.
- A dla ciebie Harmony? - zapytał Louis
- Ja poproszę tylko colę.
- No chyba żartujesz! - oburzyła się Violette - Przynieś jej też Cosmopolitana. - zwróciła się do Lou nie pytając Harmony o zdanie.
- No nie wiem... Ja nie piłam nigdy alkoholu... Nie wiem czy to dobry pomysł... - zaczęła nieśmiało Har.
- To jest bardzo dobry pomysł. Kiedyś w końcu musi być ten pierwszy raz! - przerwała jej Dianne.
- No dobrze... Ale tylko jednego. - zgodziła się nie do końca pewnie Harmony.
Louis poszedł po napoje wyskokowe, a w tym czasie przy stoliku rozgorzały rozmowy. Nagle Misha zapytała Harmony:
- Jak to się stało że nigdy nie piłaś alkoholu? Ja swojego pierwszego drinka zaliczyłam gdy miałam czternaście lat!
Głowy wszystkich z zaciekawieniem zwróciły się w stronę Harmony czekając na odpowiedź.
- Bo ja.... Ja nigdy nie byłam na imprezie zanim spotkałam Lou.... Gdy moi koledzy i koleżanki szykowali się do zabawy ja zawsze wolałam poczytać książkę lub obejrzeć film...
- Na szczęście te czasy masz już za sobą - odezwał się Harry - Teraz znasz nas, a my nie damy ci siedzieć w domu.
Po tych słowach zaczęli gadać na inne tematy. W końcu wrócił Lou z drinkami. Wszyscy rzucili się, żeby tylko dosięgnąć swój napój. W końcu Eve podała Har jej trunek. Harmony powąchała go. Pachniał ładnie. Nie czuć było alkoholu... Powoli spróbowała drinka. Był tak pyszny, że w ciągu następnej godziny wypiła dwa następne. Właśnie zaczynała pić czwarty kieliszek, gdy Louis stwierdził, że musi iść na papierosa.
- Zayn, idziesz? - zapytał
- Nie, spasuję. - odpowiedział mulat.
- Ja pójdę z tobą. - stwierdziła Har
- Na pewno? - zawahał się Lou - Przecież nie lubisz dymu z papierosów...
- Idę z tobą. - powtórzyła Harmony. Szybko dopiła drinka, po czym chwiejnym krokiem ruszyła za chłopakiem.
Rozdział I
- Nie! Nie! Nie!
- Ale Harmony....
- Cholera jasna nie! Nigdzie z tobą dziś nie idę. Dałam się namówić wczoraj i przedwczoraj. Wystarczy! Chcę spokojnie posiedzieć na kanapie i obejrzeć film. Mam dość imprez!
- Ale Har, tym razem będzie inaczej! Zobaczysz!
- W jakim sensie inaczej Louis?! Może tym razem nie upijesz się tak, że chłopaki będą cię musieli wynosić z klubu?! Albo może tym razem nie będziesz podrywał kelnerek?! Nie Lou. Nigdzie nie idę.
- Kochanie, proszę. Obiecuję, jeśli ze mną dziś pójdziesz to będzie to ostatnia impreza w tym miesiącu!
- Dobrze. Ale przyrzeknij, że się nie upijesz.
- Przyrzekam.
- A więc gdzie idziemy tym razem?
- Do Josha na domówkę.
- Przynajmniej tyle dobrego, że to nie klub.... Będę gotowa za godzinę. Pasuje?
- Tak. Kocham cię Har.
- Ja ciebie też. Dasz mi w końcu trochę prywatności?
- Już sobie idę. - mówiąc to Louis namiętnie pocałował swoją dziewczynę i wyszedł z sypialni zatrzaskując za sobą drzwi. Harmony zaczęła przeglądać szafę. W końcu zdecydowała się na zieloną sukienkę, którą dostała na urodziny od Violette, do tego klasyczne czarne szpilki, czarna kopertówka, kolczyki i ulubiona miętowa kurtka. Z wybranymi ubraniami udała się do łazienki. Wzięła prysznic i wysuszyła włosy. Postanowiła zostawić je rozpuszczone. Ubrała się, po czym zabrała się za makijaż. Pomalowała oczy kredką, nałożyła tusz na rzęsy i jasnoróżową szminkę na usta. Popatrzyła na odbicie w lustrze by ocenić swoją pracę. Spodobało jej się to, co zobaczyła. Wyszła z łazienki i zeszła do salonu. Tam czekał na nią gotowy już Louis. Towarzyszyli mu Harry z Mishą i Zayn z Violette. Na jej widok Lou zaniemówił.
- Ślicznie wyglądasz. - odezwała się Viv rozbawiona reakcją chłopaka - Czyż nie, Louisie?
Jej słowa otrzeźwiły Lou.
- Pięknie. - odpowiedział, po czym podszedł, objął Harmony i złożył na jej ustach czuły pocałunek. - Jesteś najpiękniejszą dziewczyną na świecie. - wyszeptał.
- Jedziemy?- zapytała Misha - Dianne i Eve z chłopakami są już na miejscu. Dee właśnie przysłała mi tweeta. Ta impreza to coś pięknego...
- Możemy jechać. - odpowiedział Lou.
- Mam znów prowadzić?
- Nie Har, dziś ja przejmę kierownicę. I tak nie mogę pić bo idę jutro do pracy. - Misha odpowiedziała na pytanie.
Wyszli z domu zamykając go na klucz. Wsiedli do vana. Misha usiadła na miejscu kierowcy, Harry obok niej, Zayn z Violette zajęli tylne siedzenia. Harmony i Louisowi został więc środek. Z imprezowym nastawieniem ruszyli w stronę domu Josh'a Devina.
- Ale Harmony....
- Cholera jasna nie! Nigdzie z tobą dziś nie idę. Dałam się namówić wczoraj i przedwczoraj. Wystarczy! Chcę spokojnie posiedzieć na kanapie i obejrzeć film. Mam dość imprez!
- Ale Har, tym razem będzie inaczej! Zobaczysz!
- W jakim sensie inaczej Louis?! Może tym razem nie upijesz się tak, że chłopaki będą cię musieli wynosić z klubu?! Albo może tym razem nie będziesz podrywał kelnerek?! Nie Lou. Nigdzie nie idę.
- Kochanie, proszę. Obiecuję, jeśli ze mną dziś pójdziesz to będzie to ostatnia impreza w tym miesiącu!
- Dobrze. Ale przyrzeknij, że się nie upijesz.
- Przyrzekam.
- A więc gdzie idziemy tym razem?
- Do Josha na domówkę.
- Przynajmniej tyle dobrego, że to nie klub.... Będę gotowa za godzinę. Pasuje?
- Tak. Kocham cię Har.
- Ja ciebie też. Dasz mi w końcu trochę prywatności?
- Już sobie idę. - mówiąc to Louis namiętnie pocałował swoją dziewczynę i wyszedł z sypialni zatrzaskując za sobą drzwi. Harmony zaczęła przeglądać szafę. W końcu zdecydowała się na zieloną sukienkę, którą dostała na urodziny od Violette, do tego klasyczne czarne szpilki, czarna kopertówka, kolczyki i ulubiona miętowa kurtka. Z wybranymi ubraniami udała się do łazienki. Wzięła prysznic i wysuszyła włosy. Postanowiła zostawić je rozpuszczone. Ubrała się, po czym zabrała się za makijaż. Pomalowała oczy kredką, nałożyła tusz na rzęsy i jasnoróżową szminkę na usta. Popatrzyła na odbicie w lustrze by ocenić swoją pracę. Spodobało jej się to, co zobaczyła. Wyszła z łazienki i zeszła do salonu. Tam czekał na nią gotowy już Louis. Towarzyszyli mu Harry z Mishą i Zayn z Violette. Na jej widok Lou zaniemówił.
- Ślicznie wyglądasz. - odezwała się Viv rozbawiona reakcją chłopaka - Czyż nie, Louisie?
Jej słowa otrzeźwiły Lou.
- Pięknie. - odpowiedział, po czym podszedł, objął Harmony i złożył na jej ustach czuły pocałunek. - Jesteś najpiękniejszą dziewczyną na świecie. - wyszeptał.
- Jedziemy?- zapytała Misha - Dianne i Eve z chłopakami są już na miejscu. Dee właśnie przysłała mi tweeta. Ta impreza to coś pięknego...
- Możemy jechać. - odpowiedział Lou.
- Mam znów prowadzić?
- Nie Har, dziś ja przejmę kierownicę. I tak nie mogę pić bo idę jutro do pracy. - Misha odpowiedziała na pytanie.
Wyszli z domu zamykając go na klucz. Wsiedli do vana. Misha usiadła na miejscu kierowcy, Harry obok niej, Zayn z Violette zajęli tylne siedzenia. Harmony i Louisowi został więc środek. Z imprezowym nastawieniem ruszyli w stronę domu Josh'a Devina.
Prolog
*miesiąc wcześniej*
Jesteśmy tak różni....
Ja - domatorka. On - imprezowicz.
Ja - zwykła dziewczyna. On - członek sławnego boysbandu.
Ja - nie wyobrażam sobie życia bez mojej rodziny. On - nienawidzi swoich bliskich.
Ja - woda. On - ogień.
A jednak los zechciał, aby nasze drogi się połączyły.
Nasze pierwsze spotkanie nie należało do przyjemnych - Louis potrącił mnie samochodem gdy wracałam ze szkoły. Złamałam wtedy nogę. Lou był wściekły, że musi zawieść mnie do szpitala. To psuło jego imprezowe plany... Jednak zrobił to. Myślałam wtedy, że więcej się nie zobaczymy, ale już po tygodniu Louis zapukał do moich drzwi. Nadal nie mam pojęcia skąd znał adres. Od tego czasu widywaliśmy się dość regularnie. Chodź często nie potrafiliśmy się dogadać, między nami narodziło się uczucie. Zakochałam się w nim po uszy. Zostaliśmy parą. On poznał moją rodzinę, a ja poznałam jego kumpli i ich dziewczyny. Nie przedstawił mnie swoim rodzicom, o nie. Żeby to zrobić musiałby najpierw wyciągnąć do nich rękę na zgodę, a jego duma jest zbyt wielka, żeby to zrobić. O co się pokłócili? Nie pytajcie... Wiem tylko, że jedyną osobą z jego rodziny, z którą się od czasu do czasu się kontaktuje to najstarsza z jego młodszych sióstr - Lottie. Nawet chłopcy nie wiedzą o co poszło... Parą jesteśmy już od pół roku. Harry twierdzi, że to najdłuższy związek Louis'a odkąd się poznali. Właśnie postanowiliśmy razem zamieszkać - przeprowadzam się więc z rodzinnego domu wprost do wielkiej willi, którą Louis dzieli z Harrym, Niallem, Zaynem. Liamem i ich dziewczynami. Moi rodzice nie pochwalają tego, nie lubią mojego chłopaka. Ale jetem dorosła i mam prawo decydować o swoim życiu. A Louis jest częścią tego życia. Dlatego teraz pakuję swoje rzeczy do pudeł nie zważając na płaczącą matkę i ojca, który nadal próbuje namówić mnie na zmianę zdania. Moja siostrzyczka Michelle jako jedyna twierdzi, że to dobry pomysł. Ona już poznała tą dobrą stronę Louis'a. Wie, że z nim jestem szczęśliwa. Moje ubrania już są w walizkach. Na razie zabieram tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Po resztę Lou przyjedzie jutro. Sprawdzam jeszcze ostatnie szafki. Są puste. Wszystko spakowane. Mogę wychodzić. Louis już czeka pod domem - właśnie dostałam sms'a. Ostatni raz rozglądam się po pustym pokoju. Biorę walizkę i schodzę na dół. Tam ubieram moją ulubioną kurtkę ze skóry w kolorze miętowym i żegnam się z rodzicami. "Na pewno nie zmienisz zdania?" - pyta ojciec. "Nie. Kocham Louisa. Moje miejsce jest przy nim." - odpowiadam. "Wiedz, że to zawsze będzie twój dom. Możesz wrócić kiedy tylko zechcesz." - mówi z płaczem mama. "Wiem" - szepczę cicho i ją przytulam. "Kocham was." - mówiąc to otwieram drzwi i wychodzę w ciemną noc. Wsiadam do auta Louisa, całuję go w policzek, po czym odjeżdżamy w stronę jego domu. W stronę naszego domu. W stronę naszej wspólnej przyszłości...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
